Zastanawialiście się kiedyś nad swoją cyfrową egzystencją? Wiecie, chodzi mi o te wszystkie kanały komunikacji, którymi można się do nas dostać, portale społecznościowe, w których mamy dziesiątki czy nawet setki znajomych, kanały rss do źródeł wiedzy, które subskrybujemy i w których się udzielamy, serwisy z newsami, z grami, randkowe, czaty, biuletyny, kursy i tym podobne sprawy.
Ostatnio jestem na etapie poślubnego oczyszczania życia i w końcu nastał moment, w którym w swoim cyfrowym życiu również potrzebuję zrobić remanent.
Po wstępnych przymiarkach okazało się, że najzwyczajniej w świecie tego wszystkiego jest za dużo! 3 skrzynki Email, GaduGadu, Jabber, Twitter, Blip, Śledzik, Facebook, Nasza Klasa, GoldenLine, Skype, dziesiątki przeróżnych serwisów, kilkanaście for dyskusyjnych, dziesiątki subskrypcji RSS, kilkanaście biuletynów i bezpłatnych kursów!
Jojku!
Co ciekawe, nie sama obecność w tych kanałach czy społecznościach jest przytłaczająca, ale czas poświęcany na mikro-zarządzanie każdym z nich! Oczywiście, można się nie logować na „fejsa” czy „enkę”, nie zaglądać na forum, wyłączyć GG czy podejmować inne tego typu działania. Szkopuł w tym, że każde z nich kusi. Kuszą nowe zdjęcia znajomych, kuszą odpowiedzi na nasze pytanie na forach, kusi migające słoneczko, że ktośtam jest dostępny.
Gdy zdałem sobie sprawę z tego, że dziennie spędzam 2-3 godziny na działaniach związanych z moim „cyfrowym życiem” (i to nawet nie na pierdołach typu Mafia Wars, ale na zdobywaniu informacji i kontaktowaniu się z ludźmi), zacząłem zastanawiać się, co mogę zrobić, by zminimalizować ten czas i bardziej skupić się nad projektami, które dają mi satysfakcję i utrzymanie.
Najprostsze rozwiązanie nasunęło się samo:
trzeba usunąć siebie z równania i ustalić nowe zasady.
Czy potrzebuję 3 kont email? Oczywiście, że nie. Wystarczy mi konto prywatne i profesjonalne, przy czym mam je skonfigurowane tak, żeby konto prywatne pobierało wiadomości z profesjonalnego, dzięki czemu redukuję czas na zarządzanie nimi.
Czy potrzebuję GaduGadu? Też nie. Nigdy nie przepadałem za czatami, a w razie czego można się do mnie dostać przez Twittera na mikro-pogaduchę. Jabbera, który jest wbudowany w GMaila najzwyczajniej w świecie wyłączyłem. Skype również odinstalowałem (mam aplikację na iPhone’a).
Co z portalami społecznościowymi? Konto na GoldenLine zostawiam dla celów biznesowych, a Facebooka dla własnych. Z reszty się wypisuję.
Mikroblogowanie? Docelowo chciałbym korzystać wyłącznie z Twittera, ale dopóki Blip będzie miał lwią część polskiej mikroblogującej społeczności pod swoimi skrzydłami, dopóty będę musiał z niego korzystać. Na szczęście udało mi się spiąć razem te dwa mikroblogi i teraz to, co publikuję na Twitterze, automatycznie publikuje się na Blipie, więc odchodzi czas na dublowanie tej samej pracy. Śledzikowi mówię „papa”.
Fora dyskusyjne? Zostaję tylko w tych, które mają najbardziej wartościową merytorycznie społeczność. W pozostałych usuwam konto.
Kursy i biuletyny? Zostawiłem sobie tylko jeden, najciekawszy i najbardziej wartościowy. Dopiero gdy go ukończę, być może zapiszę się na kolejny. Z reszty się wypisałem. Swoją drogą, zauważyłem, że zapisałem się w wiele takich miejsc tylko po to, by otrzymać darmowego ebooka czy raport, których… albo jeszcze nie miałem czasu przeczytać, albo które były na tak żenującym poziomie, że szkoda było na nie czasu! Nauczka, by rozważniej dzielić się danymi osobowymi.
Kanały RSS? Kiedyś miałem codziennie ponad pół tysiąca nowości do przejrzenia, umieszczanych w kilkuset kanałach (czasy, w których byłem fanem Digga i Wykopu). Niedawno udało mi się je zredukować do nieco ponad stu sztuk, po czym chciałem metodą OITO redukować ilość chłoniętych informacji. W ten weekend powiedziałem „dosyć!” i zrobiłem solidny remanent. W chwili obecnej subskrybuję tylko 40 najbardziej wartościowych kanałów RSS. Dzięki temu na nadganianie w ostatnich dniach poświęcam jedynie 20 minut. Jeżeli nie mam czasu czegoś przeczytać, korzystam z usługi Instapaper, która zapamiętuje wartościowe wpisy i umożliwia łatwy powrót do nich w wolnym czasie, np. podczas podróży lub przed spaniem.
Co do pozostałych serwisów, wymagających loginu i hasła – sukcesywnie się z nich wypisuję i zamykam konta. Zostaję tylko w tych, w których obecność jest dla mnie korzystna.
Po takiej redukcji (po części jeszcze w toku), ilość czasu, który poświęcam na tego typu działania, zmniejszyła się do 1-1.5 godziny w ostatnich dniach, a to bardzo pozytywny znak. Gdybym mieścił się z tym mikro-zarządzaniem w godzinie dziennie, byłbym bardzo zadowolony.
A jak Ty podchodzisz do swojego cyfrowego życia? Ile poświęcasz na nie czasu dziennie? Czy nie zaniedbujesz przez nie swoich obowiązków? Może warto je trochę zredukować i skupić się na innych, być może bardziej istotnych sprawach…