Minimalizm a… małżeństwo

by Paweł Kata on 18 sierpnia, 2010 · 9 comments

Przez ponad miesiąc nie odzywałem się na blogu i miałem po temu ważny powód: przygotowywałem swoje wesele. Teraz, gdy jest już „po wszystkim”, powoli wracam do blogowania, a tematem jaki chcę dziś poruszyć, jest spojrzenie na minimalizm zaraz po zawarciu związku małżeńskiego.

Widzicie, dla mnie ślub – stanowiąc nowy rozdział w życiu – z punktu widzenia minimalizmu oznacza głównie jedno: życiowy reset.

Nagle z dnia na dzień zmieniają się priorytety: pojawiają się nowe, ważniejsze, wspólne cele, a część tych starych jest spychana na dalszy plan. Zmienia się stan posiadania z własnego, na wspólny, przez co w życie minimalisty wchodzi szereg nowych przedmiotów. Pojawiają się nowe zadania, zobowiązania i wyzwania, z którymi trzeba będzie sobie dawać radę. Kończy się czas, gdy większość rzeczy robi się po swojemu i według swoich reguł, a zaczyna czas kompromisu i tolerancji dla potrzeb ukochanej osoby oraz codziennej koegzystencji.

Można by rzec, że czas zaraz po ślubie to taki moment w życiu minimalisty, w którym wiele uporządkowanych do tej pory spraw spraw wywraca się do góry nogami.

Czy to źle? W żadnym wypadku! Osobiście postrzegam ten czas jako zachętę do jeszcze lepszego uporządkowania swojego i związkowego życia. Nie stanowi to dla mnie żadnego problemu, bo przecież i tak każdy minimalista musi co jakiś czas robić „remanent” — wszak minimalizm to nie „jednorazowa akcja”, ale droga, od której od czasu do czasu się zbacza.

Jak zatem zabrać się za ten życiowy reset?

Moje podejście polega na podzieleniu życia na obszary:

  • Przedmioty fizyczne. Małżeństwo to połączenie stanu posiadania dwóch jednostek. Czas po ślubie to doskonały moment na to, by pozbyć się tego, co niepotrzebne, by zrobić miejsce na to, co ważne.
  • Dokumenty. Biurokracji w dzisiejszych czasach nie da się uniknąć, dlatego ważnym jest, by już na samym początku połączyć oraz skatalogować „papierologię” i maksymalnie ją zredukować.
  • Zobowiązania. Związek małżeński to nowe, wspólne cele, generujące nowe zobowiązania. Szybkie pozbycie się starych zobowiązań pozwoli skupić się na realizacji nowych celów.
  • Kanały komunikacji. Email, GaduGadu, Twitter, Blip, Facebook, Nasza Klasa, Skype, telefon komórkowy… czy to wszystko jest potrzebne? Myślę, że można znaleźć duże pole do redukcji także w tej dziedzinie.
  • Przedmioty wirtualne. To pewnego rodzaju metafora, obejmująca cyfrowe życie każdego z nas. Dokumenty, zdjęcia, filmy, muzyka, programy… ogólnie wszystko to, co mamy na komputerze.

… i zredukowanie ich do status quo, które będzie odpowiadało obu małżonkom.

Od kilku dni podejmuję w tym kierunku działania, których rezultaty opiszę już niedługo. Stay tuned!

Powiązane wpisy:

  1. Szybki sposób na minimalizm
  2. Klucz do minimalizmu

MINIMALIZM Poprawił Jakość Mojego Życia!

Poznaj wspaniałą książkę, która towarzyszyła mi prawie każdego dnia w ubiegłym roku. To dzięki niej zmieniłem swoje życie na lepsze, a teraz Ty także możesz!

Kliknij teraz aby przeczytać jeden z rozdziałów »

{ 9 comments }

Marcin Sierpień 18, 2010 o 11:37

W końcu wróciłeś hehe.

Co do „Zmienia się stan posiadania z własnego, na wspólny, przez co w życie minimalisty wchodzi szereg nowych przedmiotów” – niekoniecznie, w przypadku intercyzy wszystko może zostać rozdzielone tak jak było wcześniej. Z punktu widzenia czysto praktycznego jest to bardzo przydatna rzecz.

Survivalista Sierpień 18, 2010 o 12:03

Moim zdaniem te cele powinny stać się wspólnymi zanim się człowiek zdecyduje na małżeństwo. W końcu po co wiązać się na resztę życia z kimś, kto ma inną wizję przyszłości i cele do osiągnięcia?

No ale ja się czepiam… Tak czy siak, gratuluję i życzę szczęścia!

Roman Sierpień 18, 2010 o 13:09

Ładnie to ująłeś… Minimalizm to proces, ścieżka, którą się podąża do celu, który być może nigdy do końca osiągnięty nie będzie… Istotne jest to, żeby osoba z która się rozpoczęło „wspólną wędrówkę” choćby w części (najlepiej jak największej hehehe) podzielała nasze zapatrywania. Oczywiście bez wymuszania, tylko na drodze ciągłego porozumienia… Wówczas jest łatwiej…

Diana Sierpień 18, 2010 o 13:27

Małżeństwo – ok, sporo zmienia. Ale prawdziwe wyzwanie dla minimalisty to pojawienie się dziecka (wiem z doświadczenia);-)

Jakub Sierpień 18, 2010 o 14:39

Dopiero po ślubie i zamieszkaniu razem wychodzi jak bardzo odmienne można mieć podejście do przedmiotów różnego rodzaju.

Status quo, o którym piszesz Pawle bywa czasem uciążliwy, gdy trzeba go sprzątać… To co według mnie nadaje się do wyrzucenia bądź oddania niekoniecznie takie jest według mojej żony :)

Ajka Minimalistka Sierpień 18, 2010 o 18:10

Paweł, po pierwsze gratulacje i życzenia wszystkiego najlepszego :)
A co do minimalizmu i małżeństwa. Łączenie stanu posiadania akurat też miewa dobre strony, bo można pozbyć się pewnych rzeczy, które się dublują (np. niektórych książek czy wyposażenia domu, agd …), ale inne za to przybywają. Dobra okazja do przeglądu, tego resetu jak to ładnie określiłeś. Wszelkie takie większe zmiany w życiu sprzyjają krytycznej ocenie swojego stanu posiadania, rzeczywistego i wirtualnego.
Z własnego doświadczenia wiem, że czasem spojrzenie tej drugiej osoby przydaje się, kiedy ja sama nie jestem pewna, czy faktycznie czegoś bardzo potrzebuję. Lepiej widać z zewnątrz, po prostu. Mąż mówi: „przecież masz już takie”, a ja przypominam sobie, że faktycznie tak jest :)
Akurat my raczej oboje nawzajem „nakręcamy się” na minimalizm, ale w zdrowy sposób, nie ma więc batalii o to, co można wyrzucić, a czego tykać nie wolno. Trudniej by było, gdybyśmy mieli skrajnie odmienne podejście do rzeczy. Ale wtedy zapewne nie bylibyśmy razem…

Paweł Kata Sierpień 19, 2010 o 08:48

Marcin: jeszcze się nie rozpędziłem do stanu sprzed przerwy, ale jestem na dobrej drodze, hehe ;-) Co do intercyzy masz oczywiście rację, ale z żoną jesteśmy przeciwni jej podpisywaniu — odczuwalibyśmy wtedy ślub w pewnym stopniu także jak formalność czy jakąś „umowę biznesową”, dlatego pominęliśmy ten krok.

Survivalista: dzięki za życzenia :-) „Dogadać się” w 100% w każdej dziedzinie życia jeszcze przed ślubem to praktycznie niemożliwa sprawa — przynajmniej w naszym wypadku ;-) Mimo tego nasze wspólne cele mamy ustalone, a teraz zastanawiamy się nad realizacją celów osobistych i połączeniem tego wszystkiego w taką „ścieżkę”, którą da się je jak najszybciej i przy jak najmniejszym wysiłku osiągnąć. Wszystko wygląda całkiem zachęcająco i wyczekuję, gdy na poważnie wystartujemy z kroczeniem tą ścieżką :-)

Roman: biorąc pod uwagę Twoje słowa, powinno nam być dość łatwo, ale wolę nie zapeszać ;-)

Diana: nie mogę jeszcze powiedzieć na pewno, ale podejrzewam, że masz rację. Póki co moim minimalistycznym wyzwaniem jest jednak żonka, która z tą filozofią ma jeszcze mało wspólnego, hehe ;-)

Jakub: mieszkamy już ze sobą ponad 2.5 roku, więc w tym zakresie oboje mamy już w pewnym stopniu „wybadany” teren ;-) Co do sprzątania, u swojej żony zauważam podobną tendencję do klasyfikowania rzeczy, jak u Twojej. Coś trzeba będzie na to wymyślić ;-)

Ajka: Dziękuję za życzenia :-) U mnie z pozbywaniem się rzeczy nie będzie aż takiego „halo”, bo sam większości swoich już się pozbyłem, a po ostatnich porządkach zostało mi ich do rozdania ok. 20 ;-) Gorzej z żoną, ale jakoś to ogarniemy. Skrajnie odmienni na szczęście nie jesteśmy pod tym względem. Inna sprawa, że minimalizm to coś, czym interesuję się i praktykuję dopiero od tego roku, a Kasię znam o wiele dłużej, więc ciężko nagle z dnia na dzień narzucać nowy reżim. Myślę jednak, że w niedługim czasie zrównamy się do pewnego poziomu, akceptowalnego dla nas obojga i również będziemy się ”wzajemnie nakręcali” na minimalizm :-)

plus_ultra Sierpień 28, 2010 o 11:48

Jestem początkująca jak chodzi o minimalizm materialny, dotyczący posiadania, dlatego dla mnie zamążpójście to doskonała okazja do wprowadzenia go w swoje życie na całego. Mamy ten komfort, że nabywamy cztery puste ściany i tylko od nas zależy co znajdzie się w naszym mieszkaniu, a co uznamy za zbędne. Najlepszy efekt można osiągnąć uwzględniając minimalizm już w projekcie. A później to już tylko dyscyplina.. i zgadzam się: dziecko ma olbrzymie szanse by to wszystko zburzyć. Właściwie to nie samo dziecko a rynek artykułów przeznaczonych dla dzieci. Pojawia się dziecko. Kupujesz mnóstwo gadżetów, a ono korzysta z dwóch, a reklamowane były wszystkie jako nieodzowne elementy ekwipunku małego odkrywcy :)

Życzę wszystkiego dobrego na nowej drodze życia!

Mv Styczeń 30, 2011 o 15:13

Może nie zawsze trzeba redukować. Czasem tylko zmienić narzędzia. Polecam Adium – multikomunikator (http://adium.im/). Niestety tylko na Mac OS. Obsługuje nawet IRC i czat FB.

Previous post:

Next post: