Ostatnio pisałem o zaletach płynących z praktycznej aplikacji minimalizmu w życiu. Dziś z kolei – zgodnie z zapowiedziami – proponuję dyskusję o wadach i, w pewnym sensie, wymaganiach filozofii minimalistycznej. Podobnie, jak poprzednio, zachęcam Cię do dzielenia się swoimi przemyśleniami w komentarzach.
Oto kilka wad minimalizmu:
- Wymaga pracy. Dążenie do minimalizmu to praca i praktyczne działanie, które zajmuje czas i energię. Minimalistą nie stajemy się z dnia na dzień, a i wytrwanie w tej filozofii wymaga od nas systematycznych działań.
- Nie jest powszechny. Powoduje to różnego rodzaju sprzeczki, brak zrozumienia, drwiny, presję ze strony otoczenia, konieczność chodzenia na różnorakie kompromisy. Czasem nawet prowadzi do utraty znajomości.
- Wymaga zmiany przyzwyczajeń. Przysłowie mówi, że przyzwyczajenia są drugą naturą człowieka – pewnie dlatego tak trudno jest z niektórymi zerwać lub zastąpić je innymi.
- Bywa trudny do wdrożenia. Jeżeli Twoja druga połowa nie praktykuje minimalizmu lub posiadasz dzieci, to trudno będzie w tej przestrzeni życiowej w pełni zaadoptować minimalizm.
Oczywiście można sobie z tymi wadami poradzić, a wiele z nich ma charakter jednorazowy – po przekroczeniu pewnej granicy, przestają istnieć już do końca trwania w filozofii minimalistycznej. Również, to co dla jednych jest wadą, dla innych może stanowić zaletę (np. niepopularność).
A jakie Ty widzisz wady minimalizmu? Z jakimi trudnościami spotkałeś się, gdy zacząłeś swoją drogę ku tej filozofii?
Podyskutujmy…
Powiązane wpisy:
MINIMALIZM Poprawił Jakość Mojego Życia!
Poznaj wspaniałą książkę, która towarzyszyła mi prawie każdego dnia w ubiegłym roku. To dzięki niej zmieniłem swoje życie na lepsze, a teraz Ty także możesz!
Kliknij teraz aby przeczytać jeden z rozdziałów »
{ 5 comments }
Stosowanie minimalizmu na 100%, podobnie zresztą jak każdej filozofii życiowej, ogranicza. Np. jeżeli chciałbym się uznawać za prawdziwego minimalistę nie mógłbym kolekcjonować płyt albo kupować pamiątek z podróży. A skoro jesteśmy przy pamiątkach to minimalizm także może zabić sentymentalizm do jakichkolwiek rzeczy, bo głosi, żeby ich mieć jak najmniej i nie przykładać do nich dużej wagi. A wiele osób ma dużo rzeczy właśnie z uwagi na wspomnienia, uczucia i tak dalej. Dodałbym jeszcze, że życie wg minimalizmu jest trudne dla osób, które muszą dbać o swój wizerunek (np. menedżerów, prezesów), bo gdyby chcieli tego ściśle przestrzegać nie mogliby mieć np. 10 koszul na różne okazje, 3 garniturów na różne okazje, kilkunastu krawatów, butów i tak dalej. Po prostu w tych zawodach tak liczy się wizerunek, że nie można eliminować tych rzeczy, bo można za dużo stracić (ważnego klienta, duże zlecenie i tak dalej). Można więc to dopisać jako oddzielną wadę – w niektórych zawodach minimalizm jest bardzo trudny albo wręcz niemożliwy do pełnego wdrożenia.
Wg mnie punkty opisane powyżej nie są wadami minimalizmu jako takiego, zamiast >minimalizmwegetarianizm< i tez by po niewielkich przeróbkach pasowały. To sa raczej 'wady' podążania własną ścieżką, minimalistyczną albo inną. Co do wad samego minimalizmu to przychodzi mi na myśl jedna kwestia – mamy mocno rozwinięta kulturę dawania i otrzymywania prezentów z okazji wszelakich, i wymiksowanie się z tego zwyczaju może przynieść zgrzyty na gruncie rodzinnym czy też towarzyskim.
Marcin, w sumie masz rację, ale z drugiej strony – nie podążanie za żadną filozofią powoduje pewnego rodzaju paraliż w wielu sytuacjach (np. analysis paralysis). Posiadanie filozofii pozwala łatwiej kierować sobą w życiu.
Poza tym, prawdziwy minimalizm to pojęcie mocno względne, i w dużym stopniu zależy od tego, kim jesteś i co sprawia Tobie przyjemność. Jeżeli lubisz kolekcjonować płyty, to żadna filozofia życiowa nie ma prawa Ci w tym przeszkadzać. Minimalizm nawet nie próbuje tego robić.
Generalnym założeniem jest to: usuń z życia wszystko, co zbędne, i wypełnij tą „pustkę” tym, co lubisz robić, posiadać i wspaniałymi osobami. Jeżeli kolekcjonujesz płyty – nie ma sprawy, dopóty dopóki ta kolekcja faktycznie daje Ci radość. Jeżeli nie, jest zbędna i nie ma się co oszukiwać czy popadać w sentymenty.
Jeżeli dbasz o swój wizerunek, bo wymaga tego od Ciebie praca, minimalizm też nie wchodzi tutaj w Twoje życie „z butami”. Jeżeli faktycznie konieczne jest posiadanie trzech gajerów, kilkunastu krawatów itp. itd. to je miej – no problemo.
Generalnie, nie ma co do minimalizmu podchodzić aż tak ortodoksyjnie, zwłaszcza w dzisiejszych czasach. Właśnie dlatego blog nosi nazwę Neominimalizm, a nie Minimalizm ;-)
P.S. Niedługo opublikuję wpis o tym, jak pozbywać się sentymentalnych przedmiotów.
Dzierzba, słuszna uwaga z tymi prezentami. Niestety, jest to dość trudne do przeskoczenia, ale jeżeli Twoi znajomi będą świadomi faktu podążania przez Ciebie ścieżką minimalistyczną, to powinni to zrozumieć. Zawsze wtedy można wykonać coś samodzielnie i podarować – takie prezenty mają o wiele większą „wartość”, niż te, na które tylko wydaje się pieniądze.
Jednak jak by nie było, faktycznie trudny temat.
Te wady tak właściwie wadami nie są. Dla mnie to po prostu naturalne konsekwencje tego, że na pewne sprawy mam nieco odmienne zdanie niż tak zwany ogół społeczeństwa. Czasem można spotkać się z brakiem zrozumienia czy zdziwieniem innych, jednak ja też nie mam w zwyczaju nawracać innych na siłę czy narzucać im swoich poglądów.
Fakt, że minimalizm wymaga ciągłej pracy, czasem ciężkiej, ale daje olbrzymią satysfakcję, która wynagradza wszelkie trudy.
minimalizm nie jest filozofią ograniczenia, tylko wyzbycia się rzeczy niepotrzebnych, by moc sie skupic na najwazniejszych, a i odnosnie tych garniturow, krawatow itd. jezeli sa komus niezbedne do pracy to brak ich jest glupota a nie minimalizmem, minimalista tnie koszty zbedne